wtorek, 5 czerwca 2018

Słowo

Wrócę tu w środę. Za tydzień, ale w środę.

Naprawdę nie mam sił na nic. Ani nawet chęci.

W środę na 100% będę już po wszystkich zaliczeniach w szkole. Będę miała czas dla siebie i na bloga.

Oczywiście tak jak pisałam wcześniej wrócę do "jedzenia" od piątku. Wtedy też będę miała kilka dni na ponownie przyzwyczajenie się do całej sytuacji i w środę napiszę o swoich rezultatach.

Na dziś to już wszystko z mojej strony. Na dziś i cały tydzień wychodzi. Ale szybko i intensywnie zleci, przynajmniej mi.

poniedziałek, 4 czerwca 2018

Zmiana planów

Nie dobiję do 55 kg.

Nie.

Nie do końca tego tygodnia. Nie da rady. Przez stres przestałam kontrolować to co jem i ile jem.

Czuję się coraz gorzej, psychicznie i może nawet fizycznie powoli.

Na nowo mam zamiar się za to wziąć od tego piątku. Chcę w ciągu pozostałych 2 tygodni dobić do tych 55 kg. W sam raz na zakończenie roku szkolnego. I później będzie tylko kontynuacja planu.

Ledwo tu weszłam a już wychodzę, taki zapierdziel mam. Weszłam tu dla samej sobie i gdy tylko znajdę czas to na weekend przeczytam wszystkie swoje wpisy, by z powrotem się zmotywować.

Z dnia na dzień zastanawiam się coraz częściej czy nie zacząć bliższej znajomości z Majką...

niedziela, 3 czerwca 2018

Stop

Krótko i zwięźle.

Mam dość. Jutro mam sprawdzian z rozszerzonej chemii z całego roku szkolnego.

Nie mam siły już na nic. Kilka godzin z tym siedziałam a i tak podejrzewam jaki będzie tego finał.

Chcę się jutro obudzić z siłą na cały tydzień, ponieważ to nie jedyny sprawdzian z całego roku, który czeka na mnie w ciągu tych 5 dni.

sobota, 2 czerwca 2018

Dołek

Tak. Nie wyszło mi. Zawaliłam. Jestem tego świadoma i bardzo tego żałuję. Wstydzę się tego. A jednocześnie gardzę sobą.

Zjadłam. Dużo. Bardzo dużo. O wiele za dużo.

Nie chcę szukać winnego, bo tylko ja odpowiadam za moją chwilę zapomnienia, ale to się stało podczas spotkania. Zamówiono pizze. Wszyscy oczekiwali, że wezmę. Nie mogłam ich aż tak zbywać. Tym bardziej, że gdy dwa dni wcześniej nocowałam u jednego z nich i spędziłam tam ponad dobę to nic nie tknęłam. I z tego byłam dumna akurat.

Czuję się źle. Bardzo źle. Czuję się winna. To z jednej strony dobrze, ale z drugiej to straszne uczucie. Nie chcę go czuć.

Na odpokutowanie swojej winy postanowiłam, że w ciągu tygodnia dobiję do 55 kg i dodatkowo na weekend zjem tylko 200 kcal. A żeby mnie nie kusiło to spędzę go w większości poza domem, aktywnie. Będę w nim tylko podczas nauki.

Wierzę, że potrzebowałam takiego porządnego kopniaka, żeby mieć dodatkową motywację i siłę. Szkoda tylko, że tak bardzo to boli psychicznie i fizycznie...

piątek, 1 czerwca 2018

Zdziwienie

Znacie to uczucie, gdy nie dacie rady nic w siebie więcej wcisnąć? Chyba każdy zna to uczucie. Więc wyobraźcie sobie moje zaskoczenie, gdy zjadłam kawałek arbuza, który miał niecałe 170 kcal i poczułam się pełna. Autentycznie poczułam, że mój żołądek  nie da rady pomieścić nic więcej w sobie.

Spójrzcie która jest godzina. U mnie troszkę po 16 a ja czuję się syta po pierwszym dziś posiłku. Gdy sobie to uświadomiłam to naprawdę się zdziwiłam. Byłam wręcz zszokowana. Oczywiście w sposób pozytywny, ale jednak.

Bywają chwile, gdy mam napaść głodową umysłu. Czuję, że potrzebuję tego choć jak już pisałam wcześniej, organizm się o to nie upomina. I antagonistycznie do tego miewam chwile głodu fizycznego, lecz nie psychiczniego. A teraz do nich doszedł nowy rodzaj. Nie dość, że czułam się pełna to jeszcze i rozum to sobie uświadomił. Pełen synchron. To chyba powoli wkracza na nowy poziom u mnie.

Tak sobie ostatnio pomyślałam, że dla swojego dobra powinnam mieć jeden dzień w tygodniu z limitem 1000 kcal. Takie zagranie pozwoli wzmocnić organizm a i dodatkowo oszuka troszkę go. Ustaliłam, że ten dzień będzie wypadał na weekend. W zależności od potrzeby albo w sobotę albo w niedzielę. Oczywiście wpychać w siebie na siłę także nie zamierzam. Najwyżej zatrzymam się w połowie limitów, czyli na 750 kcal.