To już jakiś zwyczaj że powracam tu co jakiś czas. Tak jest też i tym razem.
Wróciłam, ponieważ na nowo się zmotywowałam do tego wszystkiego. Wiem, że od kiedy dałam tu pierwszy wpis jakieś 4 miesiące temu to nawet 10 osób nie zobaczyło moich wypocin. Zdaję sobie z tego sprawę. Ale to nic. Uzmysłowiłam sobie że robię to dla siebie a nie dla innych. To w pewnym sensie forma pamiętnika dla mnie. Piszę go sobie, lecz nigdy nie wiadomo czy ktoś się na niego nie natknie i nie przeczyta.
Jeśli mam napisać od początku dlaczego znów tutaj jestem to zacznę od daty. 16 października. Tego dnia znów zaczęłam regularnie ćwiczyć tak jak kiedyś. Ponownie mam daną liczbę kalorii na dzień której nie przekraczam. Wyznaczyłam sobie 1200 kcal. We wtorek będzie już drugi tydzień mojej nowej walki. Co tydzień począwszy od pierwszego wtorku ważę się żeby zobaczyć ile straciłam na wadze. Za 3 dni stanę na nią po raz 3 i chcę zobaczyć liczbę 56 i coś po przecinku. Niech to będzie nawet 56.9 tylko ma być ta szóstka po 5. Będzie to oznaczało że w ciągu 2 tygodni straciłam 2 kilogramy.
Ćwicząc zauważyłam, że znów mam wyrobiony brzuch oraz widoczne na nim mięśnie. Czuję się dzięki temu jeszcze lepiej psychicznie. Samopoczucie i samoświadomość lecą w górę jak szalone.
Ta liczna kalorii sprawia, że nie jestem głodna. Mogę jeśli co chcę i ile chcę bylebym tylko nie przekraczała tej liczby. I tak np. w ciągu godziny zjadłam pożywne śniadanie składające się z 2 parówek, na nich plasterka roztopionego sera, 2 łyżek ketchupu oraz kromki chleba białego a całość wyniosła równo 452 kcal. Dlatego też mogłam sobie pozwolić zjeść Princesse zebrę, która miała 208 kcal co razem dało mi 660 kalorii. Więc mam do końca dnia jeszcze 540 a ja czuję się pełna do syta.
Funkcjonuję tak od prawie 2 tygodni i nie mam napadów głodu. Żadnych. Ani razu. Nawet przelotnych myśli by jednak skubnąć coś więcej, coś ponad ten limit.
Wiem, że dużo zależy też od nastawienia. Dlatego żeby przekonać siebie że potrzebuję czasu i danej liczny kcal a nie nagłego spadku wagi (który wróci do mnie swoją drogą) powtarzam sobie jeden fakt z mojego życia.
Mianowicie. Potrzebowałam półtorej miesiąca żeby przytyć z 55 do prawie 61 kilogramów. Więc jeśli chcę mieć z powrotem swoją wagę to muszę poświęcić w prost proporcjonalnie tyle samo czasu by to zgubić. Proste? Proste :) A działa jak najlepszy argument na mnie i to bez psychicznej krzywdy.
Jeśli kiedy natrafisz na tego bloga i będziesz tak samo jak ja w amoku chudnięcia za każdą cenę to powiem tak: nie opłaca się. Można stracić kilogramy w szybki sposób, ale koszt się nie opłaca. Tym bardziej jeśli ma to wrócić w bardzo szybkim czasie do Ciebie. Lepiej tak jak ja świadomie do tego podchodzić i z logiką. W ciągu tego półtorej miesiąca co tak przytyłam nie czułam głodu fizycznego a psychiczny. Jadłam i prawie wymiotowałam po to tylko by za pół godziny znów się czymś objeść pomimo braku miejsca w żołądku. Doprowadziła do tego dieta po 500 kcal dziennie. To po mniej miałam taki napad głodu. Ciągnący się tygodniami z wiadomym skutkiem. Teraz dopiero to zrozumiałam i świadomie z tego schodzę.
I jestem z siebie dumna, że w końcu przejrzałam na oczy :)
sobota, 27 października 2018
piątek, 31 sierpnia 2018
Zagubienie
No dobra. To jaka jest data to każdy widzi.
Wróciłam z tego wyjazdu. Schudłam jakieś 2,5 kilo.
A w ten wtorek co był zrobiłam sobie tatuaż. Na całe ramię. Za kilka dni do szkoły a ja nie wiem na jakie studia chcę iść, nie mówiąc już o profilu. Ale tatuaż sobie zrobiłam. Super :)
To nie jest tak że się z niego nie cieszę czy coś. Tylko właśnie do mnie doszło że ja wciąż nie mam planów na przyszłość a już pod koniec września będę musiała sprecyzować co chcę zdawać. A ja jestem jak zagubione dziecko. Błądzę we mgle. I nie wiem jak z niej wyjść. To mnie martwi.
Wróciłam z tego wyjazdu. Schudłam jakieś 2,5 kilo.
A w ten wtorek co był zrobiłam sobie tatuaż. Na całe ramię. Za kilka dni do szkoły a ja nie wiem na jakie studia chcę iść, nie mówiąc już o profilu. Ale tatuaż sobie zrobiłam. Super :)
To nie jest tak że się z niego nie cieszę czy coś. Tylko właśnie do mnie doszło że ja wciąż nie mam planów na przyszłość a już pod koniec września będę musiała sprecyzować co chcę zdawać. A ja jestem jak zagubione dziecko. Błądzę we mgle. I nie wiem jak z niej wyjść. To mnie martwi.
wtorek, 21 sierpnia 2018
W biegu
No cóż. Od niedzieli jestem razem z koleżanką u jej starszej siostry i mimo że bardzo lubi ona gotować to całe dnie spędzamy poza domem, więc nie mamy czasu próbować jej dań. Mi oczywiście bardzo to odpowiada. Jest ona w ciąży a pewnie wiecie ile takie osoby i jak często jedzą... co nie zmienia faktu, że to wspaniała kobieta.
Plan jest że wracamy we czwartek w nocy, więc następnego dnia będę chciała zobaczyć ile ważę. Mam nadzieję, że naprawdę straciłam choć minimalnie na wadze. To ile jem nie pokrywa się z tym ile ja chodzę i biegam po miastach. Wczoraj Poznań, dziś Kraków. Nie wiem co będzie jutro. Czuję wręcz przez to że waga mi spadła. I nawet moje uda nad kolanami wydają mi się chudsze.
Wstałam dziś o 5 i jestem tak padnięta a muszę jeszcze wziąć prysznic. Dziś nie będę się już rozpisywać. Nie mam siły na to.
Trzymajcie za mnie kciuki i do usłyszenia w piątek.
Plan jest że wracamy we czwartek w nocy, więc następnego dnia będę chciała zobaczyć ile ważę. Mam nadzieję, że naprawdę straciłam choć minimalnie na wadze. To ile jem nie pokrywa się z tym ile ja chodzę i biegam po miastach. Wczoraj Poznań, dziś Kraków. Nie wiem co będzie jutro. Czuję wręcz przez to że waga mi spadła. I nawet moje uda nad kolanami wydają mi się chudsze.
Wstałam dziś o 5 i jestem tak padnięta a muszę jeszcze wziąć prysznic. Dziś nie będę się już rozpisywać. Nie mam siły na to.
Trzymajcie za mnie kciuki i do usłyszenia w piątek.
niedziela, 19 sierpnia 2018
Prawda
Chyba muszę zacząć od nowa. Schrzaniłam.
Obecnie mamy 19 sierpnia. Wakacje dobiegają końca a ja zamiast stracić na wadze przybrałam. Czyż to nie wspaniałe wieści? :)
Nie. Wcale nie wspaniałe.
Od tygodnia znów mam limit. Uległ on troszkę zmianie, mianowicie: moje posiłki muszą się mieścić w przedziale 500-1000 kcal. Taka ilość to wciąż deficyt mojego dziennego zapotrzebowania a mój ogranizm dodatkowo nie przyzwyczaja się. To pomaga go troszkę oszukać.
Siedzę sobie teraz już 5 godzinę w pociągu i boli mnie to że widzę jak mi tłuszcz na nogach podskakuje przy wybojach. Przy każdej najmniejszej wibracji. Zastanawiam się jak mogłam do tego dopuścić i wiecie co? Nie wiem. Autentycznie nie mam pojęcia. Co mną kierowało? Cholera wie...
Z wagi 57 kg podskoczyłam do 63... wystarczył jakiś miesiąc, może półtorej. W ciągu tego tygodnia zdążyłam zgubić około 2 kilo, ale to za mało. Wiem, że to w większości woda, która zaraz może wrócić.
Mam jeszcze równo dwa tygodnie do początku września i schudnięcie chociaż troszkę. Żeby było widać nie tylko po wadze, ale i po ubraniach. Pamiętacie tę sukienkę co miałam się w nią wcisnąć na wesele? Już chyba wiecie jak to z nią wyszło...
W ciągu dwóch tygodni da się to poczuć.
W ciągu czterech zobaczyć.
W ciągu sześciu usłyszeć.
Tego się będę trzymać. Dam sobie czas do końca września. Jeśli przez około półtorej miesiąca doprowadziłam się do takiego czegoś to taki sam czas dam sobie na naprawę tego.
I wiecie co? Te trzy zdania są prawdą. Byle właśnie czasu potrzebowałam na stoczenie się na dół...
Obecnie mamy 19 sierpnia. Wakacje dobiegają końca a ja zamiast stracić na wadze przybrałam. Czyż to nie wspaniałe wieści? :)
Nie. Wcale nie wspaniałe.
Od tygodnia znów mam limit. Uległ on troszkę zmianie, mianowicie: moje posiłki muszą się mieścić w przedziale 500-1000 kcal. Taka ilość to wciąż deficyt mojego dziennego zapotrzebowania a mój ogranizm dodatkowo nie przyzwyczaja się. To pomaga go troszkę oszukać.
Siedzę sobie teraz już 5 godzinę w pociągu i boli mnie to że widzę jak mi tłuszcz na nogach podskakuje przy wybojach. Przy każdej najmniejszej wibracji. Zastanawiam się jak mogłam do tego dopuścić i wiecie co? Nie wiem. Autentycznie nie mam pojęcia. Co mną kierowało? Cholera wie...
Z wagi 57 kg podskoczyłam do 63... wystarczył jakiś miesiąc, może półtorej. W ciągu tego tygodnia zdążyłam zgubić około 2 kilo, ale to za mało. Wiem, że to w większości woda, która zaraz może wrócić.
Mam jeszcze równo dwa tygodnie do początku września i schudnięcie chociaż troszkę. Żeby było widać nie tylko po wadze, ale i po ubraniach. Pamiętacie tę sukienkę co miałam się w nią wcisnąć na wesele? Już chyba wiecie jak to z nią wyszło...
W ciągu dwóch tygodni da się to poczuć.
W ciągu czterech zobaczyć.
W ciągu sześciu usłyszeć.
Tego się będę trzymać. Dam sobie czas do końca września. Jeśli przez około półtorej miesiąca doprowadziłam się do takiego czegoś to taki sam czas dam sobie na naprawę tego.
I wiecie co? Te trzy zdania są prawdą. Byle właśnie czasu potrzebowałam na stoczenie się na dół...
środa, 4 lipca 2018
Powrót?
Także tego... Nie ma co ukrywać. Zaniedbałam to wszystko. I to tak porządnie...
Jest 4 lipca... A ja miałam się pojawiać tu jakieś 2, 3 tygodnie temu?
Tak wiem.
10 sierpnia mam wesele. I sukienkę w którą w obecnym stanie chyba się nie wcisnę... cholera. A może by tak tygodniowa głodówka? Tylko woda i nic więcej. Słyszałam, że to jest dobre na oczyszczenie organizmu.
Z tego co zobaczyłam to w piątek za równo 5 tygodni będzie te wesele. Myślicie, że uda mi się zrzucić choć 5 kilo?
Jest 4 lipca... A ja miałam się pojawiać tu jakieś 2, 3 tygodnie temu?
Tak wiem.
10 sierpnia mam wesele. I sukienkę w którą w obecnym stanie chyba się nie wcisnę... cholera. A może by tak tygodniowa głodówka? Tylko woda i nic więcej. Słyszałam, że to jest dobre na oczyszczenie organizmu.
Z tego co zobaczyłam to w piątek za równo 5 tygodni będzie te wesele. Myślicie, że uda mi się zrzucić choć 5 kilo?
wtorek, 5 czerwca 2018
Słowo
Wrócę tu w środę. Za tydzień, ale w środę.
Naprawdę nie mam sił na nic. Ani nawet chęci.
W środę na 100% będę już po wszystkich zaliczeniach w szkole. Będę miała czas dla siebie i na bloga.
Oczywiście tak jak pisałam wcześniej wrócę do "jedzenia" od piątku. Wtedy też będę miała kilka dni na ponownie przyzwyczajenie się do całej sytuacji i w środę napiszę o swoich rezultatach.
Na dziś to już wszystko z mojej strony. Na dziś i cały tydzień wychodzi. Ale szybko i intensywnie zleci, przynajmniej mi.
Naprawdę nie mam sił na nic. Ani nawet chęci.
W środę na 100% będę już po wszystkich zaliczeniach w szkole. Będę miała czas dla siebie i na bloga.
Oczywiście tak jak pisałam wcześniej wrócę do "jedzenia" od piątku. Wtedy też będę miała kilka dni na ponownie przyzwyczajenie się do całej sytuacji i w środę napiszę o swoich rezultatach.
Na dziś to już wszystko z mojej strony. Na dziś i cały tydzień wychodzi. Ale szybko i intensywnie zleci, przynajmniej mi.
poniedziałek, 4 czerwca 2018
Zmiana planów
Nie dobiję do 55 kg.
Nie.
Nie do końca tego tygodnia. Nie da rady. Przez stres przestałam kontrolować to co jem i ile jem.
Czuję się coraz gorzej, psychicznie i może nawet fizycznie powoli.
Na nowo mam zamiar się za to wziąć od tego piątku. Chcę w ciągu pozostałych 2 tygodni dobić do tych 55 kg. W sam raz na zakończenie roku szkolnego. I później będzie tylko kontynuacja planu.
Ledwo tu weszłam a już wychodzę, taki zapierdziel mam. Weszłam tu dla samej sobie i gdy tylko znajdę czas to na weekend przeczytam wszystkie swoje wpisy, by z powrotem się zmotywować.
Z dnia na dzień zastanawiam się coraz częściej czy nie zacząć bliższej znajomości z Majką...
Nie.
Nie do końca tego tygodnia. Nie da rady. Przez stres przestałam kontrolować to co jem i ile jem.
Czuję się coraz gorzej, psychicznie i może nawet fizycznie powoli.
Na nowo mam zamiar się za to wziąć od tego piątku. Chcę w ciągu pozostałych 2 tygodni dobić do tych 55 kg. W sam raz na zakończenie roku szkolnego. I później będzie tylko kontynuacja planu.
Ledwo tu weszłam a już wychodzę, taki zapierdziel mam. Weszłam tu dla samej sobie i gdy tylko znajdę czas to na weekend przeczytam wszystkie swoje wpisy, by z powrotem się zmotywować.
Z dnia na dzień zastanawiam się coraz częściej czy nie zacząć bliższej znajomości z Majką...
niedziela, 3 czerwca 2018
Stop
Krótko i zwięźle.
Mam dość. Jutro mam sprawdzian z rozszerzonej chemii z całego roku szkolnego.
Nie mam siły już na nic. Kilka godzin z tym siedziałam a i tak podejrzewam jaki będzie tego finał.
Chcę się jutro obudzić z siłą na cały tydzień, ponieważ to nie jedyny sprawdzian z całego roku, który czeka na mnie w ciągu tych 5 dni.
Mam dość. Jutro mam sprawdzian z rozszerzonej chemii z całego roku szkolnego.
Nie mam siły już na nic. Kilka godzin z tym siedziałam a i tak podejrzewam jaki będzie tego finał.
Chcę się jutro obudzić z siłą na cały tydzień, ponieważ to nie jedyny sprawdzian z całego roku, który czeka na mnie w ciągu tych 5 dni.
sobota, 2 czerwca 2018
Dołek
Tak. Nie wyszło mi. Zawaliłam. Jestem tego świadoma i bardzo tego żałuję. Wstydzę się tego. A jednocześnie gardzę sobą.
Zjadłam. Dużo. Bardzo dużo. O wiele za dużo.
Nie chcę szukać winnego, bo tylko ja odpowiadam za moją chwilę zapomnienia, ale to się stało podczas spotkania. Zamówiono pizze. Wszyscy oczekiwali, że wezmę. Nie mogłam ich aż tak zbywać. Tym bardziej, że gdy dwa dni wcześniej nocowałam u jednego z nich i spędziłam tam ponad dobę to nic nie tknęłam. I z tego byłam dumna akurat.
Czuję się źle. Bardzo źle. Czuję się winna. To z jednej strony dobrze, ale z drugiej to straszne uczucie. Nie chcę go czuć.
Na odpokutowanie swojej winy postanowiłam, że w ciągu tygodnia dobiję do 55 kg i dodatkowo na weekend zjem tylko 200 kcal. A żeby mnie nie kusiło to spędzę go w większości poza domem, aktywnie. Będę w nim tylko podczas nauki.
Wierzę, że potrzebowałam takiego porządnego kopniaka, żeby mieć dodatkową motywację i siłę. Szkoda tylko, że tak bardzo to boli psychicznie i fizycznie...
Zjadłam. Dużo. Bardzo dużo. O wiele za dużo.
Nie chcę szukać winnego, bo tylko ja odpowiadam za moją chwilę zapomnienia, ale to się stało podczas spotkania. Zamówiono pizze. Wszyscy oczekiwali, że wezmę. Nie mogłam ich aż tak zbywać. Tym bardziej, że gdy dwa dni wcześniej nocowałam u jednego z nich i spędziłam tam ponad dobę to nic nie tknęłam. I z tego byłam dumna akurat.
Czuję się źle. Bardzo źle. Czuję się winna. To z jednej strony dobrze, ale z drugiej to straszne uczucie. Nie chcę go czuć.
Na odpokutowanie swojej winy postanowiłam, że w ciągu tygodnia dobiję do 55 kg i dodatkowo na weekend zjem tylko 200 kcal. A żeby mnie nie kusiło to spędzę go w większości poza domem, aktywnie. Będę w nim tylko podczas nauki.
Wierzę, że potrzebowałam takiego porządnego kopniaka, żeby mieć dodatkową motywację i siłę. Szkoda tylko, że tak bardzo to boli psychicznie i fizycznie...
piątek, 1 czerwca 2018
Zdziwienie
Znacie to uczucie, gdy nie dacie rady nic w siebie więcej wcisnąć? Chyba każdy zna to uczucie. Więc wyobraźcie sobie moje zaskoczenie, gdy zjadłam kawałek arbuza, który miał niecałe 170 kcal i poczułam się pełna. Autentycznie poczułam, że mój żołądek nie da rady pomieścić nic więcej w sobie.
Spójrzcie która jest godzina. U mnie troszkę po 16 a ja czuję się syta po pierwszym dziś posiłku. Gdy sobie to uświadomiłam to naprawdę się zdziwiłam. Byłam wręcz zszokowana. Oczywiście w sposób pozytywny, ale jednak.
Bywają chwile, gdy mam napaść głodową umysłu. Czuję, że potrzebuję tego choć jak już pisałam wcześniej, organizm się o to nie upomina. I antagonistycznie do tego miewam chwile głodu fizycznego, lecz nie psychiczniego. A teraz do nich doszedł nowy rodzaj. Nie dość, że czułam się pełna to jeszcze i rozum to sobie uświadomił. Pełen synchron. To chyba powoli wkracza na nowy poziom u mnie.
Tak sobie ostatnio pomyślałam, że dla swojego dobra powinnam mieć jeden dzień w tygodniu z limitem 1000 kcal. Takie zagranie pozwoli wzmocnić organizm a i dodatkowo oszuka troszkę go. Ustaliłam, że ten dzień będzie wypadał na weekend. W zależności od potrzeby albo w sobotę albo w niedzielę. Oczywiście wpychać w siebie na siłę także nie zamierzam. Najwyżej zatrzymam się w połowie limitów, czyli na 750 kcal.
Spójrzcie która jest godzina. U mnie troszkę po 16 a ja czuję się syta po pierwszym dziś posiłku. Gdy sobie to uświadomiłam to naprawdę się zdziwiłam. Byłam wręcz zszokowana. Oczywiście w sposób pozytywny, ale jednak.
Bywają chwile, gdy mam napaść głodową umysłu. Czuję, że potrzebuję tego choć jak już pisałam wcześniej, organizm się o to nie upomina. I antagonistycznie do tego miewam chwile głodu fizycznego, lecz nie psychiczniego. A teraz do nich doszedł nowy rodzaj. Nie dość, że czułam się pełna to jeszcze i rozum to sobie uświadomił. Pełen synchron. To chyba powoli wkracza na nowy poziom u mnie.
Tak sobie ostatnio pomyślałam, że dla swojego dobra powinnam mieć jeden dzień w tygodniu z limitem 1000 kcal. Takie zagranie pozwoli wzmocnić organizm a i dodatkowo oszuka troszkę go. Ustaliłam, że ten dzień będzie wypadał na weekend. W zależności od potrzeby albo w sobotę albo w niedzielę. Oczywiście wpychać w siebie na siłę także nie zamierzam. Najwyżej zatrzymam się w połowie limitów, czyli na 750 kcal.
czwartek, 31 maja 2018
I tak źle, i tak niedobrze
Dowiedziałam się że dziś na kolację jest pizza. Poczułam wtedy dwie skrajne emocje. Najpierw odczułam lęk. Wiedziałam, że to duża pokusa i niewiele trzeba, by stracić kontrolę w tej sytuacji. Z drugiej jednak strony ucieszyłam się nawet na tą wieść, ponieważ od ponad doby byłam tylko na samej wodzie.
Jako, że mam limit 500 kcal dziennie to obsesyjnie zaczęłam sprawdzać ile ma w sobie taka pizza wartości odżywczych. Niestety pizzeria, z której ją zamawialiśmy nie miała podanej tabeli kaloryczności, więc postanowiłam na swoją rękę to obliczyć.
Przeszkodą był brak danych o wadze 30 cm pizzy. Wszędzie były podane same 40 cm i ich wagi oraz kaloryczność. Jasne, znalazłam ile waży jeden kawałek pizzy zamawianego przez nas rodzaju i jego kaloryczność, lecz on także był wzięty ze średnicy 40 cm. Nijak się miała ta wiedza do moich chęci obliczeń.
Spędziłam chyba pół godziny na szukaniu tego. W końcu znalazłam na stronie innej pizzeri tabelę kcal i gramów dla 30 cm pizz, i obliczyłam ile mogę zjeść jej z czystym sumieniem.
Szczęśliwa, że będę mieć wszystko pod kontrolą oczekiwałam jej. I gdy w końcu otworzyłam pudełka to okazało się że obie są inne niż miały być. Ich składniki mnie zniechęciły. Spojrzałam na nie i wyszłam z kuchni mówiąc, że później zjem.
Poczułam się wtedy taka rozczarowana. Miałam nadzieję, która w taki okropny sposób została mi odebrana. Specjalnie siedziałam, szukałam i liczyłam, by mieć wszystko pod kontrolą a tu taka rzecz mi wyszła. Poczułam się oszukana.
Zdarzenie miało miejsce jakąś godzinę temu a ja wciąż nie mogę tego przetrawić. I ostatecznie nadal nic nie tknęłam.
Jedynym plusem tej sytuacji jest brak dodatkowych kalorii a to z kolej jest równoznaczne z jeszcze szybszym osiągnięciem celu.
Jako, że mam limit 500 kcal dziennie to obsesyjnie zaczęłam sprawdzać ile ma w sobie taka pizza wartości odżywczych. Niestety pizzeria, z której ją zamawialiśmy nie miała podanej tabeli kaloryczności, więc postanowiłam na swoją rękę to obliczyć.
Przeszkodą był brak danych o wadze 30 cm pizzy. Wszędzie były podane same 40 cm i ich wagi oraz kaloryczność. Jasne, znalazłam ile waży jeden kawałek pizzy zamawianego przez nas rodzaju i jego kaloryczność, lecz on także był wzięty ze średnicy 40 cm. Nijak się miała ta wiedza do moich chęci obliczeń.
Spędziłam chyba pół godziny na szukaniu tego. W końcu znalazłam na stronie innej pizzeri tabelę kcal i gramów dla 30 cm pizz, i obliczyłam ile mogę zjeść jej z czystym sumieniem.
Szczęśliwa, że będę mieć wszystko pod kontrolą oczekiwałam jej. I gdy w końcu otworzyłam pudełka to okazało się że obie są inne niż miały być. Ich składniki mnie zniechęciły. Spojrzałam na nie i wyszłam z kuchni mówiąc, że później zjem.
Poczułam się wtedy taka rozczarowana. Miałam nadzieję, która w taki okropny sposób została mi odebrana. Specjalnie siedziałam, szukałam i liczyłam, by mieć wszystko pod kontrolą a tu taka rzecz mi wyszła. Poczułam się oszukana.
Zdarzenie miało miejsce jakąś godzinę temu a ja wciąż nie mogę tego przetrawić. I ostatecznie nadal nic nie tknęłam.
Jedynym plusem tej sytuacji jest brak dodatkowych kalorii a to z kolej jest równoznaczne z jeszcze szybszym osiągnięciem celu.
Awans
Sukcesy. Każdy chce je osiągać. Tak zostaliśmy zaprojektowani - by piąć się coraz wyżej.
Każdy choć raz w życiu coś osiągnął. Było to nagrodą za wyrzeczenia. Coś otrzymane za coś. Świat w końcu nie idzie nam na rękę i nie daje od siebie czegoś ot tak o. Trzeba samemu zapracować na własny triumf.
Ja tak zrobiłam. Postawiłam sobie cel i dążę do niego. Wyznaczyłam sobie pomniejsze "przystanki" tylko po to, by móc widzieć rezultaty w trakcie zmierzania do niego. By mieć jeszcze większą motywację do zrealizowania swojego planu. I tak też się stało.
Wczoraj waga pokazała mi 57 kg. Rozumiecie co to znaczy? Pierwszy krok z widocznym rezultatem mam już za sobą.
Wiem jak powinnam postępować. Co robić a czego się wystrzegać. Na czym i jak skupiać uwagę, by nie myśleć w sposób zgubny dla mnie. Jak postępować w chwilach krótkiego kryzysu. Oraz co robić, by zmniejszyć ich występowanie.
Nabieram wprawy takiej samej jaką miałam kiedyś. A za jakiś czas prześcignę swoje wcześniejsze osiągnięcia w tej kwestii. Stanę się lepsza od samej siebie kilka lat temu.
Osiągnęłam pierwszy pomniejszy cel w pięć dni od rozpoczęcia tego przedsięwzięcia. Jestem taka podekscytowana z tego powodu. Widząc to do czego doprowadziła moja zawziętość dodatkowo się w tym wszystkim nakręcam i utwierdzam. Mam jeszcze większą chęć dotrwać do końca mego planu. I zrobię to.
Zapytacie dlaczego. Odpowiedź jest prosta. Ponieważ wierzę w to co sobie postanowiłam. A wiara jest najniebezpieczniejszą ze wszystkich ludzkich odczuć. Dzięki niej nierealne staje się możliwe.
Każdy choć raz w życiu coś osiągnął. Było to nagrodą za wyrzeczenia. Coś otrzymane za coś. Świat w końcu nie idzie nam na rękę i nie daje od siebie czegoś ot tak o. Trzeba samemu zapracować na własny triumf.
Ja tak zrobiłam. Postawiłam sobie cel i dążę do niego. Wyznaczyłam sobie pomniejsze "przystanki" tylko po to, by móc widzieć rezultaty w trakcie zmierzania do niego. By mieć jeszcze większą motywację do zrealizowania swojego planu. I tak też się stało.
Wczoraj waga pokazała mi 57 kg. Rozumiecie co to znaczy? Pierwszy krok z widocznym rezultatem mam już za sobą.
Wiem jak powinnam postępować. Co robić a czego się wystrzegać. Na czym i jak skupiać uwagę, by nie myśleć w sposób zgubny dla mnie. Jak postępować w chwilach krótkiego kryzysu. Oraz co robić, by zmniejszyć ich występowanie.
Nabieram wprawy takiej samej jaką miałam kiedyś. A za jakiś czas prześcignę swoje wcześniejsze osiągnięcia w tej kwestii. Stanę się lepsza od samej siebie kilka lat temu.
Osiągnęłam pierwszy pomniejszy cel w pięć dni od rozpoczęcia tego przedsięwzięcia. Jestem taka podekscytowana z tego powodu. Widząc to do czego doprowadziła moja zawziętość dodatkowo się w tym wszystkim nakręcam i utwierdzam. Mam jeszcze większą chęć dotrwać do końca mego planu. I zrobię to.
Zapytacie dlaczego. Odpowiedź jest prosta. Ponieważ wierzę w to co sobie postanowiłam. A wiara jest najniebezpieczniejszą ze wszystkich ludzkich odczuć. Dzięki niej nierealne staje się możliwe.
środa, 30 maja 2018
Limity
Nikogo nie obchodzą ograniczenia. Chcemy być wolni i nie mieć żadnych zakazów. I pojawia się taki limit, który sami sobie narzuciliśmy. Trudno jest się przestawić, prawda?
Ciągła walka między samym sobą. Stawanie przed wyborami i przyszłymi ich konsekwencjami. To nie jest wcale proste ani łatwe. Jest wręcz na odwrót. To postanowienie wymaga siły a nawet więcej...
Determinacji, pewności, zawziętości. Wyrzeczeń. To chyba najbardziej Nas boli w tym wszystkim. Poddajemy się swego rodzaju ascezie. Umartwiamy powolutku ciało, by dusza mogła odżywać wewnątrz Nas.
Lecz czy tak jak ascesi robimy to dla kogoś? Nie. Oni to robili dla swojego Boga. My to robimy dla samych siebie.
I teraz pojawia się pytanie. Kto ma większą motywację do tego? Osoba, która robi to dla innych czy ta, która postępuje tak dla siebie?
Sami sobie odpowiedzcie na to pytanie.
Ciągła walka między samym sobą. Stawanie przed wyborami i przyszłymi ich konsekwencjami. To nie jest wcale proste ani łatwe. Jest wręcz na odwrót. To postanowienie wymaga siły a nawet więcej...
Determinacji, pewności, zawziętości. Wyrzeczeń. To chyba najbardziej Nas boli w tym wszystkim. Poddajemy się swego rodzaju ascezie. Umartwiamy powolutku ciało, by dusza mogła odżywać wewnątrz Nas.
Lecz czy tak jak ascesi robimy to dla kogoś? Nie. Oni to robili dla swojego Boga. My to robimy dla samych siebie.
I teraz pojawia się pytanie. Kto ma większą motywację do tego? Osoba, która robi to dla innych czy ta, która postępuje tak dla siebie?
Sami sobie odpowiedzcie na to pytanie.
wtorek, 29 maja 2018
Zakłamanie
Czuję psychiczny głód, choć organizm nie daje żadnego sygnału. Żadnego przeczucia, że zaraz usłyszę burczenie brzucha. Żadnego skręcania w żołądku czy rwania mięśni, które się kurczą z głodu. Tylko rozum. Zakłamana ułuda.
Jedno nie pokrywa się z drugim. Jedno przeczy drugiemu.
Są chwile, których się spodziewam. Wiem, że będzie dłuższy moment głośnego buntu mojego brzucha. Wyczekuję tego. Dlaczego? Ponieważ trwa to do kilku minut, a gdy przechodzi to czuję, że żyję. Psychiczność i fizyczność pokrywają się. Nie czuję potrzeby. I to jest takie piękne.
Jestem samowystarczalna. Nie potrzebuję nic tylko siebie. Ja jedna tworzę harmonię i całość - jeśli sobie tylko na to pozwolę.
Jestem w tym wszystkim swoją nadzieją i rozpaczą. Pochwałą i krytyką. Wybawicielem oraz katem. Wszystko zależy ode mnie. A najgorsze jest to, że posiadam tą okropną świadomość. Czasem niewiedza jest błogosławieństwem...
Jedno nie pokrywa się z drugim. Jedno przeczy drugiemu.
Są chwile, których się spodziewam. Wiem, że będzie dłuższy moment głośnego buntu mojego brzucha. Wyczekuję tego. Dlaczego? Ponieważ trwa to do kilku minut, a gdy przechodzi to czuję, że żyję. Psychiczność i fizyczność pokrywają się. Nie czuję potrzeby. I to jest takie piękne.
Jestem samowystarczalna. Nie potrzebuję nic tylko siebie. Ja jedna tworzę harmonię i całość - jeśli sobie tylko na to pozwolę.
Jestem w tym wszystkim swoją nadzieją i rozpaczą. Pochwałą i krytyką. Wybawicielem oraz katem. Wszystko zależy ode mnie. A najgorsze jest to, że posiadam tą okropną świadomość. Czasem niewiedza jest błogosławieństwem...
poniedziałek, 28 maja 2018
Odczucia
Jak się tak dobrze zastanowić, to nic nie czuję. Nie czuję potrzeby. Jasne, trochę dziś już uszczupliłam dzienny limit, ale to nieco ponad połowa. A jestem bliżej końca dnia niż jego początku.
Wy tego nie wiecie, ale wróciłam tu po ponad 3 godzinach i jedyne na co się skusiłam to zimna woda z lodówki, i 4 truskawki. Mało, prawda?
Czyżbym się powoli z powrotem przyzwyczajała? Oby tak, bo tym razem nie poddam się w połowie drogi. Teraz osiągnę cel i zajdę nawet dalej niż mogę to sobie wyobrazić. Mam motywację. Mam czas. Mam siłę.
Jedyne czego w tej chwili nie mam to natchnienia, by pisać. Miałam je wcześniej, ale musiałam przerwać samiusieńki początek wpisu, by usiąść do lekcji. Niestety tak działa koniec roku szkolnego i sprawdziany dyrektorskie z całego roku szkolnego.
No trudno. Jutro też jest dzień i ja wciąż tu będę.
Wy tego nie wiecie, ale wróciłam tu po ponad 3 godzinach i jedyne na co się skusiłam to zimna woda z lodówki, i 4 truskawki. Mało, prawda?
Czyżbym się powoli z powrotem przyzwyczajała? Oby tak, bo tym razem nie poddam się w połowie drogi. Teraz osiągnę cel i zajdę nawet dalej niż mogę to sobie wyobrazić. Mam motywację. Mam czas. Mam siłę.
Jedyne czego w tej chwili nie mam to natchnienia, by pisać. Miałam je wcześniej, ale musiałam przerwać samiusieńki początek wpisu, by usiąść do lekcji. Niestety tak działa koniec roku szkolnego i sprawdziany dyrektorskie z całego roku szkolnego.
No trudno. Jutro też jest dzień i ja wciąż tu będę.
niedziela, 27 maja 2018
Oszustwo
Kogo chcę oszukać? Was czy siebie? Was jeszcze by mi się udało, ale siebie? Nie.
Więc wyznam tu co przed chwilą zrobiłam. Napisałam wcześniejszy wpis i zeszłam na dół napić się zimnej wody z lodówki. I jak już napisałam mam opory przy innych. Chodzi tu o posiłki szczególnie A tu jak na złość mimo, że rodzice są w domu to poszli odespać noc, bo byli na weselu. I oczywiście cała kucha stała przede mną otworem...
Skończyło się na zjedzeniu chipsów. Obliczyłam, że miały około 230-250 kcal! Dla mnie to koszmar. A miało być tak pięknie. Takie plany miałam co do samozaparcia. A tu malutka sposobność i poległam. Przez pół dnia miałam wolny dom i nie wyszłam poza określony limit. Lepiej. Spędziłam prawie dwie godziny w zimnej wodzie w wannie i spaliłam coś blisko 1400 kcal... Wyszłam sporo na minusie wychodzi (nawet jeśli dodam ten dzisiejszy wybryk) a mimo to tak źle się z tym czuję...
Wciąż nie przekroczyłam limitu. Jest nim 500 kcal dziennie. Została mi co najmniej połowa z tego ile mogę. Choć tyle dobrego, że nie straciłam rozumu do końca w tej kuchni.
Mam postanowienie, żeby do końca roku szkolnego schudnąć 5 kg. Mam jeszcze ponad miesiąc. Jak na razie dziś jest początek trzeciego dnia a ja straciłam 0.6 kg. Myślę, że idzie dobrze jak na razie, nie licząc dziś tej słabości. Pocieszam się tylko tym, że nie dość, że nie przekroczyłam limitu to wciąż go jeszcze mam do wykorzystania.
Tutaj zamieszczam zdjęcie, którym się kierowałam podczas kąpieli.
Więc wyznam tu co przed chwilą zrobiłam. Napisałam wcześniejszy wpis i zeszłam na dół napić się zimnej wody z lodówki. I jak już napisałam mam opory przy innych. Chodzi tu o posiłki szczególnie A tu jak na złość mimo, że rodzice są w domu to poszli odespać noc, bo byli na weselu. I oczywiście cała kucha stała przede mną otworem...
Skończyło się na zjedzeniu chipsów. Obliczyłam, że miały około 230-250 kcal! Dla mnie to koszmar. A miało być tak pięknie. Takie plany miałam co do samozaparcia. A tu malutka sposobność i poległam. Przez pół dnia miałam wolny dom i nie wyszłam poza określony limit. Lepiej. Spędziłam prawie dwie godziny w zimnej wodzie w wannie i spaliłam coś blisko 1400 kcal... Wyszłam sporo na minusie wychodzi (nawet jeśli dodam ten dzisiejszy wybryk) a mimo to tak źle się z tym czuję...
Wciąż nie przekroczyłam limitu. Jest nim 500 kcal dziennie. Została mi co najmniej połowa z tego ile mogę. Choć tyle dobrego, że nie straciłam rozumu do końca w tej kuchni.
Mam postanowienie, żeby do końca roku szkolnego schudnąć 5 kg. Mam jeszcze ponad miesiąc. Jak na razie dziś jest początek trzeciego dnia a ja straciłam 0.6 kg. Myślę, że idzie dobrze jak na razie, nie licząc dziś tej słabości. Pocieszam się tylko tym, że nie dość, że nie przekroczyłam limitu to wciąż go jeszcze mam do wykorzystania.
Tutaj zamieszczam zdjęcie, którym się kierowałam podczas kąpieli.
Ileż to już razy...?
Sama nie wiem. Nie pamiętam. Siedzę tylko w swym pokoju i myślę. Chcę jak najwięcej czasu spędzać poza domem, bo tam nie mam takich pokus jak tu. Ale z drugiej strony nie jestem stworzeniem stadnym. Trudno mi się odnaleźć wśród ludzi. Lepiej czuję się samotna.
Wszystko ma swoje za i przeciw. Przy innych nie mam potrzeb ani myśli takich jak w zaciszu domu. A jednocześnie w domu czuję się swobodniej niż przy innych i spokojniej.
Powoli docierają do mnie bodźce mojego ciała. Czuję potrzebę i staram się ją ignorować. Wiem jak to będzie wyglądać. Przez jakiś czas będę czuć to dość intensywnie. Będzie mnie to drażnić. Przeszkadzać wręcz. Ale jestem świadoma tego co będzie potem. Błogość. Oraz satysfakcja.
Później wszystko przechodzi. Trzeba być tylko cierpliwym i wytrwałym. Więc muszę taka być - zawzięta.
Wszystko ma swoje za i przeciw. Przy innych nie mam potrzeb ani myśli takich jak w zaciszu domu. A jednocześnie w domu czuję się swobodniej niż przy innych i spokojniej.
Powoli docierają do mnie bodźce mojego ciała. Czuję potrzebę i staram się ją ignorować. Wiem jak to będzie wyglądać. Przez jakiś czas będę czuć to dość intensywnie. Będzie mnie to drażnić. Przeszkadzać wręcz. Ale jestem świadoma tego co będzie potem. Błogość. Oraz satysfakcja.
Później wszystko przechodzi. Trzeba być tylko cierpliwym i wytrwałym. Więc muszę taka być - zawzięta.
sobota, 26 maja 2018
Pokusa
Każdy błądzi. Ja to robię teraz. Poruszam się po omacku, w ciemnościach. To drugie nigdy mi nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. To światło oślepia. Mogę się poruszać w ciemności, ale tylko wtedy, gdy wiem jak wygląda w całości moja ścieżka.
Jestem wystawiona na pokusę. Przez pół dnia będę zmuszona toczyć sama ze sobą walkę o moje marzenia. Osiągnęłam limit, a tak bardzo pragnę go przekroczyć. Jestem świadoma konsekwencji, lecz wciąż ich nie rozumiem. Zrozumiem gdy będzie już za późno. Gdy zobaczę skutki na własne oczy. I będę żałować. Tak jak zawsze po wszystkim.
Dlatego jeszcze dziś tu wróciłam. Nie na długo, lecz dla mnie wystarczająco, by znów móc z tym walczyć. Przeciwstawić się samej sobie i zakończyć ten dzień zwycięstwem.
Jestem wystawiona na pokusę. Przez pół dnia będę zmuszona toczyć sama ze sobą walkę o moje marzenia. Osiągnęłam limit, a tak bardzo pragnę go przekroczyć. Jestem świadoma konsekwencji, lecz wciąż ich nie rozumiem. Zrozumiem gdy będzie już za późno. Gdy zobaczę skutki na własne oczy. I będę żałować. Tak jak zawsze po wszystkim.
Dlatego jeszcze dziś tu wróciłam. Nie na długo, lecz dla mnie wystarczająco, by znów móc z tym walczyć. Przeciwstawić się samej sobie i zakończyć ten dzień zwycięstwem.
Kolejny raz
Po raz setny przeżywam ten dzień, choć zaczynam go po raz pierwszy. Tyle razy już brałam w nim udział, a mimo to wciąż muszę do niego powracać. Nadal jestem za słaba i z powrotem się do niego cofam. Właśnie... cofam. Zamiast być tam, gdzie to sobie wymarzyłam i napawać się sukcesem - to w dalszym ciągu zawodzę samą siebie. Przez to jestem tu i teraz, a nie tam i teraz. Zbyt wiele razy nie mogłam przeciwstawić się samej sobie i polegałam. Ale nie tym razem. Teraz będzie inaczej. Czuję to.
Znalazłam pomoc w swoim działaniu. Ten blog to swego rodzaju trening ku doskonałości. Osobisty mentor i trener najsurowszy na świecie. Będzie wskazywał mi moje własne błędy i je korygował w najbrutalniejszy sposób...
Poprzez ukazanie prawdy. Bolesnej i brutalnej, ale mimo to prawdy, której nie będę mogła się wyrzec.
Codziennie będę się zwierzać tym pustym stronom. Codziennie będę czytać swoje własne wcześniejsze przemyślenia. Codziennie będę się motywować i dodatkowo utwierdzać w tym co robię. W chwilach wątpliwości wrócę tu, by po raz kolejny zostać zbesztaną i odrodzić się sama w sobie.
Ponieważ pragnę tego od tak dawna...
Znalazłam pomoc w swoim działaniu. Ten blog to swego rodzaju trening ku doskonałości. Osobisty mentor i trener najsurowszy na świecie. Będzie wskazywał mi moje własne błędy i je korygował w najbrutalniejszy sposób...
Poprzez ukazanie prawdy. Bolesnej i brutalnej, ale mimo to prawdy, której nie będę mogła się wyrzec.
Codziennie będę się zwierzać tym pustym stronom. Codziennie będę czytać swoje własne wcześniejsze przemyślenia. Codziennie będę się motywować i dodatkowo utwierdzać w tym co robię. W chwilach wątpliwości wrócę tu, by po raz kolejny zostać zbesztaną i odrodzić się sama w sobie.
Ponieważ pragnę tego od tak dawna...
piątek, 25 maja 2018
Początek...
Dlaczego tak? Ponieważ wszystko ma swój początek. Mój ma miejsce w tym miejscu, przynajmniej dla Was. Dla mnie to się zaczęło kilka lat temu, sama nawet nie wiem kiedy. Tak po prostu wyszło. Tak zostało...
Lecz dziś zaczyna się to na nowo. Z nową siłą. Z nową determinacją. Z nową nadzieją...
Ten dzień zbliża się ku końcowi. Dziś dam radę wytrwać, wiem to.
A Wy wiecie, że także tego chcecie. Samozaparcia. Siły. Wiary...
Dziś na nowo odradzam się - ja i Anka. To będzie nowy rodzaj współpracy i dołożę wszelkich starań by był on bezkompromisowy.
Lecz dziś zaczyna się to na nowo. Z nową siłą. Z nową determinacją. Z nową nadzieją...
Ten dzień zbliża się ku końcowi. Dziś dam radę wytrwać, wiem to.
A Wy wiecie, że także tego chcecie. Samozaparcia. Siły. Wiary...
Dziś na nowo odradzam się - ja i Anka. To będzie nowy rodzaj współpracy i dołożę wszelkich starań by był on bezkompromisowy.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
