Jak się tak dobrze zastanowić, to nic nie czuję. Nie czuję potrzeby. Jasne, trochę dziś już uszczupliłam dzienny limit, ale to nieco ponad połowa. A jestem bliżej końca dnia niż jego początku.
Wy tego nie wiecie, ale wróciłam tu po ponad 3 godzinach i jedyne na co się skusiłam to zimna woda z lodówki, i 4 truskawki. Mało, prawda?
Czyżbym się powoli z powrotem przyzwyczajała? Oby tak, bo tym razem nie poddam się w połowie drogi. Teraz osiągnę cel i zajdę nawet dalej niż mogę to sobie wyobrazić. Mam motywację. Mam czas. Mam siłę.
Jedyne czego w tej chwili nie mam to natchnienia, by pisać. Miałam je wcześniej, ale musiałam przerwać samiusieńki początek wpisu, by usiąść do lekcji. Niestety tak działa koniec roku szkolnego i sprawdziany dyrektorskie z całego roku szkolnego.
No trudno. Jutro też jest dzień i ja wciąż tu będę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz