Czuję psychiczny głód, choć organizm nie daje żadnego sygnału. Żadnego przeczucia, że zaraz usłyszę burczenie brzucha. Żadnego skręcania w żołądku czy rwania mięśni, które się kurczą z głodu. Tylko rozum. Zakłamana ułuda.
Jedno nie pokrywa się z drugim. Jedno przeczy drugiemu.
Są chwile, których się spodziewam. Wiem, że będzie dłuższy moment głośnego buntu mojego brzucha. Wyczekuję tego. Dlaczego? Ponieważ trwa to do kilku minut, a gdy przechodzi to czuję, że żyję. Psychiczność i fizyczność pokrywają się. Nie czuję potrzeby. I to jest takie piękne.
Jestem samowystarczalna. Nie potrzebuję nic tylko siebie. Ja jedna tworzę harmonię i całość - jeśli sobie tylko na to pozwolę.
Jestem w tym wszystkim swoją nadzieją i rozpaczą. Pochwałą i krytyką. Wybawicielem oraz katem. Wszystko zależy ode mnie. A najgorsze jest to, że posiadam tą okropną świadomość. Czasem niewiedza jest błogosławieństwem...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz