Kogo chcę oszukać? Was czy siebie? Was jeszcze by mi się udało, ale siebie? Nie.
Więc wyznam tu co przed chwilą zrobiłam. Napisałam wcześniejszy wpis i zeszłam na dół napić się zimnej wody z lodówki. I jak już napisałam mam opory przy innych. Chodzi tu o posiłki szczególnie A tu jak na złość mimo, że rodzice są w domu to poszli odespać noc, bo byli na weselu. I oczywiście cała kucha stała przede mną otworem...
Skończyło się na zjedzeniu chipsów. Obliczyłam, że miały około 230-250 kcal! Dla mnie to koszmar. A miało być tak pięknie. Takie plany miałam co do samozaparcia. A tu malutka sposobność i poległam. Przez pół dnia miałam wolny dom i nie wyszłam poza określony limit. Lepiej. Spędziłam prawie dwie godziny w zimnej wodzie w wannie i spaliłam coś blisko 1400 kcal... Wyszłam sporo na minusie wychodzi (nawet jeśli dodam ten dzisiejszy wybryk) a mimo to tak źle się z tym czuję...
Wciąż nie przekroczyłam limitu. Jest nim 500 kcal dziennie. Została mi co najmniej połowa z tego ile mogę. Choć tyle dobrego, że nie straciłam rozumu do końca w tej kuchni.
Mam postanowienie, żeby do końca roku szkolnego schudnąć 5 kg. Mam jeszcze ponad miesiąc. Jak na razie dziś jest początek trzeciego dnia a ja straciłam 0.6 kg. Myślę, że idzie dobrze jak na razie, nie licząc dziś tej słabości. Pocieszam się tylko tym, że nie dość, że nie przekroczyłam limitu to wciąż go jeszcze mam do wykorzystania.
Tutaj zamieszczam zdjęcie, którym się kierowałam podczas kąpieli.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz