No dobra. To jaka jest data to każdy widzi.
Wróciłam z tego wyjazdu. Schudłam jakieś 2,5 kilo.
A w ten wtorek co był zrobiłam sobie tatuaż. Na całe ramię. Za kilka dni do szkoły a ja nie wiem na jakie studia chcę iść, nie mówiąc już o profilu. Ale tatuaż sobie zrobiłam. Super :)
To nie jest tak że się z niego nie cieszę czy coś. Tylko właśnie do mnie doszło że ja wciąż nie mam planów na przyszłość a już pod koniec września będę musiała sprecyzować co chcę zdawać. A ja jestem jak zagubione dziecko. Błądzę we mgle. I nie wiem jak z niej wyjść. To mnie martwi.
piątek, 31 sierpnia 2018
wtorek, 21 sierpnia 2018
W biegu
No cóż. Od niedzieli jestem razem z koleżanką u jej starszej siostry i mimo że bardzo lubi ona gotować to całe dnie spędzamy poza domem, więc nie mamy czasu próbować jej dań. Mi oczywiście bardzo to odpowiada. Jest ona w ciąży a pewnie wiecie ile takie osoby i jak często jedzą... co nie zmienia faktu, że to wspaniała kobieta.
Plan jest że wracamy we czwartek w nocy, więc następnego dnia będę chciała zobaczyć ile ważę. Mam nadzieję, że naprawdę straciłam choć minimalnie na wadze. To ile jem nie pokrywa się z tym ile ja chodzę i biegam po miastach. Wczoraj Poznań, dziś Kraków. Nie wiem co będzie jutro. Czuję wręcz przez to że waga mi spadła. I nawet moje uda nad kolanami wydają mi się chudsze.
Wstałam dziś o 5 i jestem tak padnięta a muszę jeszcze wziąć prysznic. Dziś nie będę się już rozpisywać. Nie mam siły na to.
Trzymajcie za mnie kciuki i do usłyszenia w piątek.
Plan jest że wracamy we czwartek w nocy, więc następnego dnia będę chciała zobaczyć ile ważę. Mam nadzieję, że naprawdę straciłam choć minimalnie na wadze. To ile jem nie pokrywa się z tym ile ja chodzę i biegam po miastach. Wczoraj Poznań, dziś Kraków. Nie wiem co będzie jutro. Czuję wręcz przez to że waga mi spadła. I nawet moje uda nad kolanami wydają mi się chudsze.
Wstałam dziś o 5 i jestem tak padnięta a muszę jeszcze wziąć prysznic. Dziś nie będę się już rozpisywać. Nie mam siły na to.
Trzymajcie za mnie kciuki i do usłyszenia w piątek.
niedziela, 19 sierpnia 2018
Prawda
Chyba muszę zacząć od nowa. Schrzaniłam.
Obecnie mamy 19 sierpnia. Wakacje dobiegają końca a ja zamiast stracić na wadze przybrałam. Czyż to nie wspaniałe wieści? :)
Nie. Wcale nie wspaniałe.
Od tygodnia znów mam limit. Uległ on troszkę zmianie, mianowicie: moje posiłki muszą się mieścić w przedziale 500-1000 kcal. Taka ilość to wciąż deficyt mojego dziennego zapotrzebowania a mój ogranizm dodatkowo nie przyzwyczaja się. To pomaga go troszkę oszukać.
Siedzę sobie teraz już 5 godzinę w pociągu i boli mnie to że widzę jak mi tłuszcz na nogach podskakuje przy wybojach. Przy każdej najmniejszej wibracji. Zastanawiam się jak mogłam do tego dopuścić i wiecie co? Nie wiem. Autentycznie nie mam pojęcia. Co mną kierowało? Cholera wie...
Z wagi 57 kg podskoczyłam do 63... wystarczył jakiś miesiąc, może półtorej. W ciągu tego tygodnia zdążyłam zgubić około 2 kilo, ale to za mało. Wiem, że to w większości woda, która zaraz może wrócić.
Mam jeszcze równo dwa tygodnie do początku września i schudnięcie chociaż troszkę. Żeby było widać nie tylko po wadze, ale i po ubraniach. Pamiętacie tę sukienkę co miałam się w nią wcisnąć na wesele? Już chyba wiecie jak to z nią wyszło...
W ciągu dwóch tygodni da się to poczuć.
W ciągu czterech zobaczyć.
W ciągu sześciu usłyszeć.
Tego się będę trzymać. Dam sobie czas do końca września. Jeśli przez około półtorej miesiąca doprowadziłam się do takiego czegoś to taki sam czas dam sobie na naprawę tego.
I wiecie co? Te trzy zdania są prawdą. Byle właśnie czasu potrzebowałam na stoczenie się na dół...
Obecnie mamy 19 sierpnia. Wakacje dobiegają końca a ja zamiast stracić na wadze przybrałam. Czyż to nie wspaniałe wieści? :)
Nie. Wcale nie wspaniałe.
Od tygodnia znów mam limit. Uległ on troszkę zmianie, mianowicie: moje posiłki muszą się mieścić w przedziale 500-1000 kcal. Taka ilość to wciąż deficyt mojego dziennego zapotrzebowania a mój ogranizm dodatkowo nie przyzwyczaja się. To pomaga go troszkę oszukać.
Siedzę sobie teraz już 5 godzinę w pociągu i boli mnie to że widzę jak mi tłuszcz na nogach podskakuje przy wybojach. Przy każdej najmniejszej wibracji. Zastanawiam się jak mogłam do tego dopuścić i wiecie co? Nie wiem. Autentycznie nie mam pojęcia. Co mną kierowało? Cholera wie...
Z wagi 57 kg podskoczyłam do 63... wystarczył jakiś miesiąc, może półtorej. W ciągu tego tygodnia zdążyłam zgubić około 2 kilo, ale to za mało. Wiem, że to w większości woda, która zaraz może wrócić.
Mam jeszcze równo dwa tygodnie do początku września i schudnięcie chociaż troszkę. Żeby było widać nie tylko po wadze, ale i po ubraniach. Pamiętacie tę sukienkę co miałam się w nią wcisnąć na wesele? Już chyba wiecie jak to z nią wyszło...
W ciągu dwóch tygodni da się to poczuć.
W ciągu czterech zobaczyć.
W ciągu sześciu usłyszeć.
Tego się będę trzymać. Dam sobie czas do końca września. Jeśli przez około półtorej miesiąca doprowadziłam się do takiego czegoś to taki sam czas dam sobie na naprawę tego.
I wiecie co? Te trzy zdania są prawdą. Byle właśnie czasu potrzebowałam na stoczenie się na dół...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)