Nikogo nie obchodzą ograniczenia. Chcemy być wolni i nie mieć żadnych zakazów. I pojawia się taki limit, który sami sobie narzuciliśmy. Trudno jest się przestawić, prawda?
Ciągła walka między samym sobą. Stawanie przed wyborami i przyszłymi ich konsekwencjami. To nie jest wcale proste ani łatwe. Jest wręcz na odwrót. To postanowienie wymaga siły a nawet więcej...
Determinacji, pewności, zawziętości. Wyrzeczeń. To chyba najbardziej Nas boli w tym wszystkim. Poddajemy się swego rodzaju ascezie. Umartwiamy powolutku ciało, by dusza mogła odżywać wewnątrz Nas.
Lecz czy tak jak ascesi robimy to dla kogoś? Nie. Oni to robili dla swojego Boga. My to robimy dla samych siebie.
I teraz pojawia się pytanie. Kto ma większą motywację do tego? Osoba, która robi to dla innych czy ta, która postępuje tak dla siebie?
Sami sobie odpowiedzcie na to pytanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz